Let’s explore Azores – za 5 euro brutto!

Mój kolejny mini przewodnik powstał w samolocie w drodze powrotnej do Londynu. Poniżej krótka historia naszej azorskiej przygody.


Ta destynacja to był kompletny spontan. Mniej więcej tydzień przed wylotem zadzwonił do mnie niemąż i zapytał, czy lecimy na Azory. Spytałam: „Dokąd?!”, jednocześnie informując, że nie jest to najlepszy moment na wycieczki – pewnie dlatego po chwili dodałam: „Okay, kupuj bilety”.


I tak tydzień później znaleźliśmy się w samolocie linii Ryanair do Londyn Stansted, a następnie z Londyn Stansted prosto na Azory. Podróż wyszła nas całe 166 zł od osoby tam i z powrotem! Dla osób mieszkających na stałe w Londynie jest niebywale tanio, ponieważ trasa Londyn Stansted – Azory w terminie 22-29.01.2022 kosztowała 5 euro za osobę – śmialiśmy się, że droga Gliwice – Rybnik wychodzi podobnie cenowo, a jakby nieporównywalna jakość wycieczki. ;)

Ale żeby nie było tak różowo, nie powiem, żeby 6 godzin na lotnisku w Londynie sprawiło mi przyjemność, po tym jak musieliśmy wstać o 2:30 w nocy, żeby o 4:00 dotrzeć na krakowskie Balice. W drodze powrotnej czekał nas natomiast nocleg na niezbyt wygodnych ławeczkach (kto miałby ochotę uniknąć takich atrakcji, w okolicach Stansted jest sporo ofert na Airbnb, ale wtedy z niskobudżetowych wakacji robi się całkiem drogi wypad – najtańszą ofertę noclegu last minute w okolicach lotniska, jaką znalazłam, wyniosłaby nas 315 zł + przejazd pod wskazany adres i powrót na lotnisko. Postanowiliśmy przemęczyć się tych kilka godzin i przeznaczyć te pieniądze na kolejne loty. Zwłaszcza że zaopatrzyliśmy się w składane poduszki (gdy się je rozłoży, robią się z nich koce) oraz zapas własnego prowiantu – woda, bułki, drożdżówki i te sprawy.


Wypożyczenie auta


Po przylocie odebraliśmy samochód z wypożyczalni Flor do Norte. Rezerwację złożyliśmy jeszcze w Polsce. Była to jedyna firma, która zbierała same dobre opinie. I rzeczywiście – wydano nam samochód bez uiszczenia płatności, bo terminal nie działał – nikt się za bardzo tym nie przejął. Życzono nam udanych wakacji i szerokiej drogi. Przy oddawaniu auta sprawdzono tylko, czy nie ma nowych uszczerbków i gotowe. Zero stresu, czy wymyślania, jak to czasem ma miejsce. Za 7 dni wypożyczenia zapłaciliśmy 89 euro (z czego 4,5 euro dopłacaliśmy za podstawienie auta na lotnisko i odebranie go stamtąd oraz 10 euro za nocny odbiór – lądowaliśmy koło 21:00, wypożyczalnia otwarta jest do 17:30) oraz ok. 115 zł za ubezpieczenie.


Dzień 1 – Plażowanie i główny punkt widokowy na Azorach


Jako że czytaliśmy, że pogoda na Azorach zmienia się, jak wiatr zawieje, postanowiliśmy zacząć zwiedzanie od głównego punktu widokowego, tj. Miradouro da Boca do Inferno, znajdującego się za jeziorem kraterowym Lagoa do Canário, ponieważ przywitało nas pełne słońce, 17 stopni na plusie (odczuwalna powyżej 20 stopni!) i zero chmur. Widoki piękne, warto było!


Dzień 2 – Gejzery w Furnas


Znów zaczęliśmy od…plażowania! Nie sądziliśmy, że uda nam się to w tym okresie, więc właściwie poza strojami kąpielowymi (z przeznaczeniem na naturalne termy), nie wzięliśmy żadnych typowo letnich rzeczy. Jakie było nasze zdziwienie, gdy kolejny dzień na wyspie przywitał nas przepięknym wschodem słońca, brakiem wiatru i zerowym zachmurzeniem, dzięki czemu z wielką przyjemnością ładowaliśmy baterię naturalną witaminą D. Potem pojechaliśmy do Decathlonu zaopatrzyć się w krótkie spodenki.


Tego samego dnia wybraliśmy się na wycieczkę do miejscowości Furnas, żeby pooglądać, jak woda buzuje spod ziemi. Niesamowita rzecz!


Dzień 3 – Termy Poca da Dona Beija w Furnas


Przyszła pora na gorące kąpiele. Dla mnie to jedna z lepszych atrakcji – pewnie dlatego, że wakacje kojarzą się z wodą, relaksem, pływaniem. Pierwsze termy, jakie wybraliśmy, również znajdowały się w Furnas. Za wejście na 1,5 h płaciliśmy 6 euro za dorosłego, 4 euro za dziecko. Początkowo półtorej godziny wydawało się mało, ale po tym czasie byliśmy już wystarczająco wygrzani i spełnieni.


Wieczorem wybraliśmy się na spacer po deptaku w Ponta Delgada, obok którego mieliśmy hotel. Bardzo polecamy tę okolicę, ponieważ prawdopodobnie byliśmy w jakimś zaułku ciepła (od tamtej strony właściwie non stop świeciło nam słońce – podczas gdy w innej części wyspy padał deszcz i było chłodniej [często nawet o 4 stopnie różnicy]). Dodatkowo do tego miejsca zjeżdżają się ludzie na surfing (tylko tam widzieliśmy surferów), więc codziennie mieliśmy przyjemne widoki i cudną atmosferę dzięki nim wytworzoną.


Dzień 4 – Plantacja ananasów Plantacao de Ananas dos Acores


Po tym, jak skończyłam pracę (tak, niestety podczas pobytu miałam swoje zawodowe obowiązki), ponownie wybrałam się z młodą na małe opalanie przy oceanie. Niedługo potem potem pojechaliśmy oglądać plantację ananasów. Urzekło mnie, że wiele atrakcji na wyspie dostępnych jest za darmo (więcej na ten temat napisałam w poście na Instagramie), gdzie zostaliśmy ugoszczeni ananasową nalewką i mini tościkami z ananasowym dżemem (za free!) oraz zjedliśmy przepyszny ananasowy sorbet (lody nie były w darmowym pakiecie ;)), a na wynos kupiliśmy butelkę likieru. Zdjęcia, które tam zrobiłam, nie wymagają filtra! Są przepiękne same w sobie, co dodatkowo dodaje plantacji niebywałego uroku.


Dzień 5 – Plantacja herbaty Fabrica de Cha do Porto Formaso / Punkt widokowy


Po obiedzie pojechaliśmy do plantacji herbaty. Wejście na teren jest bezpłatne, a miejsce otwarte codziennie od 9:00 do 17:00. Na początku miła pani zaprasza na 5-minutowy film o historii powstania plantacji, a następnie można się przejść między grządkami. Po spacerze gościom parzona jest bezpłatna herbata. Do domu dokupiliśmy 3 opakowania (ceny od 2,70 do 4,80 euro za sztukę), ponieważ jest tak pyszna! Smakuje, jakby była delikatnie słodzona.


Po drodze do hotelu odwiedziliśmy kolejny punkt widokowy, do którego łatwo dojechać, odbijając lekko z drogi. Najlepiej regularnie sprawdzać na mapach Google lub przydrożnych znakach, gdzie znajdują się takie miejsca, ponieważ każde jest warte zatrzymania.


Dzień 6 – Kąpiel wśród wulkanicznych skał – Ponta da Ferraria


Jest na wyspie takie miejsce, z którego dna wypływa gorąca, a z drugiej strony napływa zimna z oceanu woda. I tu korzysta się z dobrodziejstw natury całkowicie za darmo. To miejsce to Ponta da Ferraria – polecam! Po zanurzeniu skoczyła mi adrenalina, ponieważ grunt jest nierówny (w tym wysokie kamienie), prąd wody silny, a na chwilę puściłam się lin, chcąc się przemieścić – nie był to dobry pomysł.


Dzień 7 – Termy Parque Terra Nostra / Punkt widokowy Miradouro da Ponta do Sossego

Ponownie wybraliśmy się na termy, ale tym razem do parku pełnego roślin z całego świata. Wejście kosztuje 10 euro dla osoby dorosłej, 5 euro dla bąbelka. Zdecydowanie warto przejść się na spacer i poczuć jak w amazońskiej dżungli, a następnie wziąć kąpiel w naturalnych wodach termalnych. Klimat nie do opisania.


W drodze powrotnej podjechaliśmy na najbardziej wypielęgnowany i dopieszczony punkt widokowy, tj. Miradouro da Ponta do Sossego. Przez chwilę czuliśmy się jak w królewskim ogrodzie. ;)


Testy


Przed wylotem musieliśmy zrobić testy w miejscowym laboratorium. Niestety coś takiego jak „free covid test” jest tylko dobrze brzmiącym sloganem, bo niby na Azorach można zrobić za darmo, ale w aptekach farmaceuci nie są zbyt chętni i mówią, że okay, ale jakbyśmy się umówili w zeszły piątek to może by nam test zrobili – he he, śmieszki. W szpitalu również nikt nic nie wiedział (oferowano nam testy pcr za 90 euro od osoby, bo antygenów nie wykonują) i sugerowano, żeby poszukać na własna rękę odpowiedniego laboratorium. A gdy zadzwoniliśmy na lotnisko, żeby uzyskać jakiekolwiek informacje, pani w słuchawce odpowiedziała, że nie mówi po angielsku i się rozłączyła. Ostatecznie znaleźliśmy w Google jedno laboratorium w centrum Ponta Delgada z dobrym opiniami podróżnych, tj. Labora Noha. Zapłaciliśmy 30 euro od osoby, a na wynik czekaliśmy godzinę (przesłano go mailem w wersji portugalsko-angielskiej). Na wymaz umówiliśmy się wcześniej przez internet, dzięki czemu zostaliśmy przyjęci „od ręki”.


Podsumowanie i koszty

Myślę, że wykorzystaliśmy ten pobyt na maksa, a Azory przez swój nietypowy klimat stały się jedną z moich ulubionych destynacji.

Niemniej podsumowując wycieczkę i biorąc pod uwagę ceny z biur podróży, śmiało możemy uznać, że zaliczyliśmy „europejskie hawaje” w bardzo atrakcyjnej cenie.


Wypożyczenie auta – 89 euro + 48 euro paliwo (przejechane 500 km) (zalecamy wziąć z Polski własny fotelik samochodowy dla dziecka, ponieważ do samolotu bierzemy go za darmo jako nadbagaż, a wypożyczenie na miejscu wynosiło aż 5 euro za każdy dzień!) + ok. 115 zł ubezpieczenie

Hotel z widokiem na ocean i zejściem na prywatną plażę ;) – 1488 zł za 3 osoby ze śniadaniami i codziennym sprzątaniem (Aparthotel Barracuda – zbyt piękny nie był, ale wystarczający na nasze potrzeby i miał dosyć słabe wifi, co bywało irytujące podczas pracy zdalnej)

Loty – 498 zł

Testy – 2 x 98 zł w Polsce (gyn centrum), 2 x 30 euro (w Labora Noha)

Atrakcje – termy: 25 i 16 euro za 2 dorosłych i dziecko

Jedzenie/pozostałe wydatki – ok. 800 zł


Całość – ok. 1300 zł za osobę okrągły tydzień.


Jeśli wiedza zawarta w artykule wydaje Ci się interesująca lub przydatna, wesprzyj moje działania, stawiając małą biznesową kawę. Z góry dziękuję! - > https://buycoffee.to/diamondspeechmm