Copywriter – praca czy hobby?

Pewnie wiesz (lub nie), że moja przygoda z marketingiem rozpoczęła się od copywritingu w 2017 roku. I podobnie jak większość osób otwierających działalność, zastanawiałam się, czy dam radę. Jednak miałam w sobie na tyle determinacji, że nie zakładałam innej opcji, niż takiej, że się uda.

Zawsze lubiłam pisać i nawet trochę potrafiłam, niemniej trzeba było udoskonalić warsztat. Zabrałam się więc za serię kursów oraz czytanie tematycznej literatury, żeby zrozumieć, na czym polega ten cały „copywriting”.

Swoją drogą, pamiętam, jak niecałe 3 lata temu uczestniczyłam w szkoleniu z zakresu rozwoju własnej firmy w Warszawie, gdzie zapytano mnie, czym zajmuję się na co dzień. Powiedziałam, że copywritingiem, na co zareagowano: „Czyli czym?”. Dało mi do myślenia, że skoro nie potrafię w trzech słowach opisać swojej pracy w interesujący i zachęcający do dalszej dyskusji sposób, mój język sprzedażowy wymaga znacznej poprawy. Wykonałam kilka ćwiczeń, dzięki którym dziś odpowiadam:

Kim jesteś?

Dealerem treści.

Co robisz?

Sprzedaję Słowa.

Taki zabieg sprawia, że zawsze kontynuuję rozmowę, która najczęściej przeradza się w ciekawą dyskusję i wymianę doświadczeń biznesowych.


Po 3 latach czuję się już znacznie pewniej i zdobywam coraz ciekawsze zlecenia. A przede wszystkim – mogę to robić w formie zdalnej z dowolnego miejsca na ziemi (chociaż tu pojawia się małe „ale” – home office nie sprawdzi się dla każdego, ponieważ wymaga ogromnej dyscypliny, zarządzania sobą i projektami w czasie, a także wysokiej samomotywacji).

Niemniej uważam, że wybór zawodu oraz jego formy, tj. copywriter zdalny, była dla mnie strzałem w dziesiątkę! A im dłużej pracuję w tej branży, tym ciekawsze propozycje współpracy oraz rozwoju zawodowego pojawiają się na mojej drodze. Podobnie jak ten artykuł, który powstał dzięki inicjatywie Jobsora – za co bardzo dziękuję.