Mój wielki grecki…dzień kobiet!

Kiedy wylądowałam w Atenach pierwszy raz, pomyślałam: „ale tu brzydko!”.

Po podpisaniu wstępnej umowy w biurze pracy, zostałam skierowana do hostelu, bo dopiero rano miałam dostać się transportem publicznym na wyspę. Wieczór i noc spędziłam z Bułgarką i Rosjanką, które nie mówiły po angielsku. Na translatorze przetłumaczyły mi, że zabiorą mnie do miasta (byłam bardzo spragniona po podróży), ale muszę trzymać telefon i dokumenty blisko siebie, bo (zwłaszcza po zmroku) w mieście jest niebezpiecznie.

Do Aten wróciłam po 8 latach. Nic się nie zmieniło.


Hotel zarezerwowaliśmy przez booking.com, jak zawsze.


Nie chcieliśmy mieszkać w centrum miasta, więc zdecydowaliśmy się na trochę droższą opcję noclegową (hotele i apartamenty w centrum Aten w tym czasie kosztowały nawet 230 zł za cały pobyt!).

Wybraliśmy hotel*** na obrzeżach miasta. Nie był szczególny, toteż nie dzielę się linkiem.

Wieczorne spacery nad morzem, zachód słońca nad zatoką, powiew świeżego powietrza, to było to, czego potrzebowaliśmy!


Przed samym wylotem rozpoczęłam temat Aten na jednym z forów internetowych. W odpowiedzi otrzymałam informację, że warto wynająć samochód i przemieszczać się nim pomiędzy najważniejszymi punktami. Całe szczęście, że tego nie zrobiliśmy, bo w Atenach...ruch, jak w Rzymie. Wszystkie auta poobijane, każdy na siebie trąbi, a samochody jeżdżą nieustannie przez 24 godziny.

Poza tym komunikacja miejska w Atenach jest całkiem niezła i niedroga. Przez cały pobyt korzystaliśmy też z Google Maps, które informowały nas o sposobie i czasie podróży (metro + bus, bus + tramwaj itd.).


Dojazd autobusem lini X 96, który co pół godziny odjeżdża z lotniska do centrum Aten, trwa ok. 1,5 godziny i kosztuje 6 € za osobę w jedną stronę.

JAK UNIKNĄĆ MANDATU W AUTOBUSIE MIEJSKIM?

Bardzo proste!


Następnego dnia pierwszym planowanym punktem zwiedzania był Akropol. Przystanek autobusowy mieliśmy tuż obok hotelu, ale nigdzie nie mogliśmy znaleźć automatów z biletami. W przewodnikach przeczytaliśmy, że są dostępne na większych stacjach kolejowych lub w kioskach. Jako że obok nas nic takiego nie było, postanowiliśmy kupić bilet u kierowcy.

Nadjechał autobus. Weszliśmy do środka, zapytaliśmy o bilety, usłyszeliśmy, że nie ma i w tym samym momencie kierowca zamknął drzwi. Z nami w środku.

Czytaliśmy również, że kontrole w komunikacji miejskiej zdarzają się w Atenach rzadko, uznaliśmy, że ryzykujemy i jedziemy „na gapę”.

Kilka przystanków dalej zobaczyliśmy, że w stronę autobusu kieruje się trzech mężczyzn z charakterystycznymi plakietkami.

Stres i nerwy, bo jednak szkoda pieniędzy (mandat w Atenach kosztuje 60 € od osoby i jest płatny na miejscu).

Udało nam się wybiec z autobusu tylko dlatego, że kontrolerzy nie zdążyli do nas dojść, a dwa przystanki dalej kierowca otworzył tylne drzwi.


Szukaliśmy biletów w kioskach, ale nigdzie nie było. Automatów niestety też nie, a do Akropolu zostało nam jeszcze kilka kilometrów.


Wpadłam na pomysł, żeby ktoś na stacji benzynowej napisał nam na kartce (po grecku), że kierujemy się na Akropol i tym samym próbować łapać stopa. Niestety nikt nie chciał się zatrzymać, więc powoli (wciąż z nadzieją trzymając kartkę) szliśmy w stronę naszego celu.

Kilka przystanków dalej spotkaliśmy naszych kontrolerów.

Wykorzystałam sytuację i zapytałam, czy mają na sprzedaż bilety lub wiedzą, gdzie możemy je kupić. Powiedzieli, że w kioskach, ale rzadko są tam dostępne, więc najlepiej na stacji metra.


Chwilę rozmawiali miedzy sobą po grecku, po czym po angielsku powiedzieli, że możemy jechać z nimi następnym autobusem, który dojeżdża do stacji i tam kupić bilet, a następnie przesiąść się do metra jadącego pod Akropol.

Zaczęłam się śmiać i powiedziałam, że są naszymi prywatnymi bodyguardami, dzięki czemu czujemy się bezpiecznie.

Zapytali, skąd jesteśmy i pochwalili się wiedzą: „o, Lewandowski!”.


Kiedy wysiedliśmy obok metra, okazało się, że do Akropolu mamy już dosłownie kilka minut pieszo.


Później zorientowaliśmy się, że automaty z biletami znajdują się (oprócz stacji) na większości przystanków tramwajowych.


Tym samym uniknęliśmy mandatu, a dotarliśmy do celu.


Na Akropol idzie się pomiędzy małymi mieszkaniami, wąskimi i urokliwymi uliczkami.

Zwiedzanie Akropolu poza sezonem kosztuje 10 € za osobę. W sezonie 20 €.


Nie można wnosić napojów, zabierają przy wejściu, najlepiej więc schować je do torebki lub plecaka (których nie sprawdzają).


Wcześniej w hotelu ściągnęliśmy sobie przewodnik głosowy i tekstowy na telefon, który informował nas o tym, co widzimy wokół siebie.

Było pięknie!

W Atenach wciąż jest na tyle niebezpiecznie, że nawet lokalni chodzą z plecakami na przodzie. Wszędzie bezdomni i wyłudzacze pieniędzy. Trzeba się pilnować i nie dać zwieść.

Kiedy schodziliśmy z Akropolu, zaczepiło nas dwóch czarnoskórych "rasta".

Między monologiem, zawiązywali nam na rękach plecione bransoletki.

Mówiliśmy, że nie chcemy, ale się upierali.

Wiedzieliśmy, że będą chcieli pieniądze i pomimo że Tomek powiedział, że mamy tylko kartę, nie odpuszczali.

Rzuciłam Tomkowi niemrawo, żeby dał im po 50 euro centów — my będziemy mieli spokój, a oni dopną swego. Odpuścili, aczkolwiek próbowali wyłudzić więcej.

Chodzenie z ową bransoletką na ręce nie było dobrym pomysłem, bo był to znak dla innych „sprzedawców", że się zatrzymujemy i dajemy pieniądze. Dawało im to również do zrozumienia, że jesteśmy „friends”, przez co bez wachania proponowano nam…marihuanę i koks.

Ściągnęliśmy bransoletki.

Przy okazji celebrowania dnia kobiet, obiad zjedliśmy w uliczkach przy placu pod Akropolem (restauracja polecana na Trip Advisor).

8 lat temu nie było vege-wnalazków, teraz miałam okazję zjeść vege-mousaka z cukinią w środku. Bardzo dobra!

Należy pilnować rachunku, ponieważ do każdego zamówienia w restauracji/lokalu dostaje się butelkę z wodą. Jeżeli nie zamierzacie jej pić, trzeba to zgłosić, inaczej zostanie doliczona do ceny końcowej zamówienia. W niektórych miejscach dostaje się dzbanek wody z kranu (za darmo).

Chcieliśmy wynająć hulajnogi miejskie, ale aplikacja wymagała od nas skanu dowodów i kart kredytowych — odpuściliśmy.


Zwiedziliśmy jeszcze Ogród Narodowy, gdzie poczęstowaliśmy się pomarańczą z drzewa. Dopiero po jej zjedzeniu zastanowiliśmy się, czy można i czy aby na pewno nic nam po niej nie będzie. Żyjemy.

Była kwaśna. Bardzo.

A na wzgórzu Mount Lycabettus pokusiliśmy się o kawę mrożoną z widokiem na Ateny.

Wracając do hotelu, kupiliśmy bilety 24-godzinne na całą komunikację w Atenach (tramwaj, bus, metro), co kosztowało nas 4,5 € za osobę (dla porównania, cena pojedynczego biletu wynosiła 1,4 € za osobę w jedną stronę. Jest też możliwość zakupu bilety 5-dniowego za 9 €).


Po przejściu prawie 20 km i zrobieniu 24 000 kroków, byliśmy bardzo zmęczeni.

Sprawdziliśmy polecane na Trip Advisor restauracje wokół hotelu i wybraliśmy Piri Piri, w której przez następne dwa wieczory jedliśmy pyszne greckie kolacje za nieduże pieniądze.


Z pogodą też trafiliśmy idealnie, cały czas było ok. 20 stopni na +, pomimo że był początek marca. Miejscowi chodzili w kurtkach, Tomek w krótkich spodenkach, ja w bezrękawniku — było nam naprawdę ciepło.

Wszystko, co chcieliśmy, zwiedziliśmy pierwszego dnia:

Akropol,

Świątynia Nike,

Plaka,

Anafiotika,

Monastiraki,

Teatr Dionizosa,

Ogród Narodowy,

Plateia Syntagmatos, czyli zmiana warty pod Grobem Nieznanego Żołnierza,

Najtańsza uliczka z pamiątkami pod Akropolem — Adrianou (np. cena opaski ze zdjęcia pod Akropolem wynosiła 15 €, w tam można było kupić za 3 €. A im dalej, tym taniej).

KĄPIEL W MARCU?

To możliwe!


Następny dzień przeznaczyliśmy na odpoczynek.

Po śniadaniu pojechaliśmy na źródła (jezioro) Vouliagmeni, gdzie doświadczyliśmy tak zwanego „fishing spa”.

Opłaca się jechać w tygodniu, ponieważ wstęp kosztuje 12 € za osobę/dzień. W weekendy 15 € za osobę/dzień. Cena obowiązuje cały rok.

Ostatnią kolację też zjedliśmy w Piri Piri. Zamówiliśmy kolejne greckie przysmaki — sałatkę grecką, tzatzyki i pitę i ser saganaki (mój ulubiony!).

Wszystko było tak pyszne, nie chcieliśmy, żeby się skończyło!


Kelnerka poleciła nam, żeby pitę zamoczyć w oliwie i soku z warzyw z sałatki greckiej. Grecy te „soki” nazywają „papara”.

______________________________

Im dalej od Aten, tym ładniej. Mieszkaliśmy przy najładniejszej (podobno) plaży w Atenach, a nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Fajnie, że była.

Pozostałe nadmorskie miejscowości, które zwiedziliśmy, były przyjemniejsze, a plaże bardziej zadbane.


Grecja staje się coraz bardziej nowoczesna. Pojawiło się dużo oszklonych, ładnych powierzchni. Utrzymuję jednak moje zdanie na temat Aten sprzed 8 lat — są brzydkie i niebezpieczne, ale warte zwiedzenia, bo zabytkowe miejsca mają jednak swój niepowtarzalny klimat.

KOSZTY (w terminie 7-10.03.2019 r.):


Łącznie: 1300 zł za parę, ze wszystkim, bez zastanawiania się, ile wydajemy (wygląda na to, że nie wydajemy dużo).

Hotel: biorąc pod uwagę obecne promocje i zwroty, nocleg ostatecznie kosztował nas ok. 400 zł (2 osoby dorosłe, 3 noce/4 dn , pokój z widokiem na morze, śniadania w formie szwedzkiego stołu w cenie, usytuowany na obrzeżach Aten).

Loty: 60 zł od osoby w jedną stronę (z opłatami lotniskowymi), czyli 240 zł.

Akropol: 20 € (ok. 90 zł)

Źródła: 30 € (ok. 120 zł)


Zawsze korzystamy z karty wielowalutowej Revolut, którą polecam!

DAŁOBY SIĘ TANIEJ?

Oczywiście!

Zamiast hotelu można było wynająć o ponad połowę tańszy apartament w centrum Aten i robić zakupy spożywcze w sklepie. Nie stołować się na mieście, pić tylko wodę z kranu (tam można).


Często zadawane jest mi również pytanie o ubezpiecznie w podróży.

Wiele firm ubezpieczeniowych ma w swojej ofercie tanie pakiety, z których warto korzystać lecąc poza Europę. W UE bazujemy na europejskiej karcie ubezpieczeniowej, którą dostaje się na miejscu w oddziale NFZ w swoim mieście. Termin jej ważności jest zróżnicowany.


Polecam Ateny dla osób, które lubią zwiedzać i poznawać kulturę. Nie jest to jednak miejsce, w którym miałabym ochotę spędzić więcej czasu. Przedłużony weekend zdecydowanie nam wystarczył!


Jeśli wiedza zawarta w artykule wydaje Ci się interesująca lub przydatna, wesprzyj moje działania, stawiając małą biznesową kawę. Z góry dziękuję! - > https://buycoffee.to/diamondspeechmm